Kiedy słyszę dźwięk włączanego magnetowidu, czuję zapach popcornu i ten specyficzny dreszcz emocji, kiedy zaczyna się czołówka... wiem, że to lata 90. Pamiętacie te czasy? Kiedy czekało się tydzień na kolejny odcinek, a jak się przegapiło, to płacz i zgrzytanie zębów, bo przecież nie było opcji „następny odcinek” na Netflixie, ani funkcji nagraj w tv...
Wróćmy na chwilę do czasów, kiedy wszystko było prostsze, a fryzury wyższe.
Oto top 5, moich absolutnie uwielbianych seriali tamtych czasów.
1. Beverly Hills 90210: Dylan, Brenda i szkolne dylematy...
O rany, Beverly Hills 90210! To było okno na świat, o którym nie miałyśmy pojęcia. Pamiętam, jak wzdychałyśmy do Dylana McKaya. Ten mroczny wzrok, skórzana kurtka i dylematy moralne – czy wybrać grzecznego Brandona, czy "niegrzecznego chłopca" Dylana? Oczywiście, że Dylana. Brenda i Kelly walczyły o niego, a my przed telewizorami walczyłyśmy o to, żeby mama pozwoliła obejrzeć jeszcze 5 minut. To była esencja licealnego dramatu, gdzie największym problemem było to, co założyć na imprezę w The Peach Pit.
2. Ally McBeal: Prawnicza bajka pod kołdrą...
A teraz coś, co pamiętam jak przez mgłę... ale taką bardzo sentymentalną mgłę. Ally McBeal! Pamiętam, jak oglądałam ten serial z mamą, schowane pod kołdrą, kiedy zegar wybijał 21:00 (a czasem później!). Ally - tańczącą z dzieckiem (ta ikoniczna czołówka!), tańczącego niemowlaka i specyficzne, prawnicze dylematy drobniutkiej prawniczki. Oglądanie tego z mamą miało klimat – Ally była taka... dorosła, a jednocześnie zagubiona. I ten taniec w toalecie! Kto z nas nie chciał mieć takiego firmowego stylu?
3. Słodka Dolina (Sweet Valley High): Amerykański sen w polskim pokoju...
Och, Słodka Dolina! Bliźniaczki Wakefield – Jessica i Elizabeth. Pamiętam, jak oglądałam to i marzyłam, żeby znaleźć się w takim liceum w USA. Szafki na korytarzach, cheerleaderki, mecze futbolu amerykańskiego i ta bajeczna Kalifornia. W moim polskim pokoju, przy szarym świetle zza okna, Słodka Dolina była jak kolorowy sen. Marzyłam, żeby nosić te modne ciuchy i mieć takie "dramatyczne" życie, w którym największym zmartwieniem jest to, że siostra ukradła mi chłopaka.
4. Dynastia: Niedzielna "msza" przed telewizorem...
Nie można pisać o tamtych latach i nie wspomnieć o absolutnej królowej ramówki – Dynastii. Pamiętacie te niedziele? (Tak, to była ta święta godzina, najczęściej po obiedzie!). Cała rodzina – dziadkowie, rodzice i my, dzieciaki – siadaliśmy na kanapie jak do jakiegoś uroczystego obrzędu. Z zapartym tchem śledziliśmy luksusowe życie w Denver, ale umówmy się: nie chodziło o ropę naftową, tylko o NIE. Te legendarne bitwy Krystle z Alexis! Kiedy te dwie damy w garsonkach z ogromnymi poduszkami na ramionach wpadały na siebie, a potem lądowały w basenie lub darły sobie fryzury, w salonie zapadała absolutna cisza. Alexis była czarnym charakterem, którego nienawidziliśmy, ale jednocześnie po cichu podziwialiśmy za ten styl i tupet. To była czysta magia telewizji, która łączyła pokolenia przy zapachu niedzielnego ciasta.
5. Trzecia planeta od Słońca: Kosmiczny czad i Dick Solomon...
No i nie zapominajmy o serialu, który był totalnym odjazdem – Trzecia planeta od Słońca! Pamiętacie tę ekipę kosmitów, którzy wylądowali na Ziemi i próbowali udawać „normalną” amerykańską rodzinę? To był absolutny majstersztyk humoru. Dick Solomon, który jako „głowa rodziny” próbował zrozumieć ludzkie emocje (zazwyczaj z tragicznym, ale komicznym skutkiem), i ten genialny Harry, który odbierał wiadomości z kosmosu, wykręcając ciało w najdziwniejsze strony. Sally na innej planecie była Oficerem Taktycznym - potężnym, bezwzględnym wojskowym. Na ziemi? Cóż, rzut kostką zdecydował, że musiała pełnić rolę „kobiety”. Sally udowadniała nam w tym serialu, że bycie kobietą na Ziemi to w rzeczywistości najwyższa forma walki partyzanckiej. To był humor, który trafiał w punkt – trochę mądry, trochę głupiutki, a przede wszystkim niesamowicie świeży. Oglądając ich zmagania z ziemską codziennością, człowiek sam zaczynał się zastanawiać, czy my, ludzie, na pewno jesteśmy normalni!
Podsumowując... Seriale z lat 90. miały w sobie jakąś taką... niewinność, połączoną z ogromną dawką kiczu, który dzisiaj uwielbiamy. To były czasy, kiedy Dylan McKay uczył nas, co to znaczy kochać (i cierpieć), Ally McBeal pokazywała, że można być inteligentną prawniczką i jednocześnie tańczyć z wyimaginowanym dzieckiem, a Słodka Dolina... cóż, ona po prostu sprawiała, że chciałyśmy nosić dżinsowe ogrodniczki i mieszkać w słonecznej Kalifornii. A Wy? Jakie seriale z lat 90. wspominacie z największym sentymentem? Dajcie znać w komentarzach!
Dodaj komentarz
Komentarze