
Cześć Dziewczyny!
Pamiętacie, o czym marzyłyśmy, mając lat 15-20? Podróż dookoła świata z jednym plecakiem, miłość jak z filmu, żeby „Spice Girls” nigdy się nie rozpadły, koncert Backstreet Boys (to akurat ziściło się w 2022 roku, tłumy ryczących 40-stek i tak samo hot faceci na scenie, jak sprzed 30 lat) i żeby sprawdzian z matematyki nie odbył się w terminie :)
Dziś, kiedy na torcie dumnie płonie „czwórka” z przodu (i coraz częściej zastanawiamy się, czy ten dym nie uruchomi czujnika ppoż), nasze marzenia przeszły fascynującą ewolucję. Jeśli myślałyście, że po czterdziestce będziemy poważnymi matronami w garsonkach... cóż, chyba obie wiemy, jak jest.
Oto moja lista marzeń kobiety 40-letniej. Sprawdźcie, ile punktów odhaczycie u siebie!
1. Marzenie o „Nocy Idealnej”
Kiedyś: Impreza do 4 rano, tańce na stole i kebab o świcie.
Dziś: Przespać ciągiem 7 godzin. Bez budzika, bez dziecka proszącego o picie i bez sikania o 3 w nocy. Bonusowe punkty, jeśli rano nic nie strzyka w karku tylko dlatego, że „źle leżałaś”.
2. Marzenie o „Technologii Jutra”
Kiedyś: Najnowsza Nokia z kolorowym wyświetlaczem.
Dziś: Robot sprzątający, który faktycznie wjeżdża w kąty i nie blokuje się na progu łazienki. Albo taka magiczna aplikacja, która sama planuje obiady na cały tydzień, uwzględniając, że jeden nie lubi pomidorów, a drugi ma fazę na „tylko suche bułki”. A najlepiej jeszcze Pani, która to mogłaby wszystko przyrządzić - wracasz z pracy a tam: w jednym garnku zupka, w drugim drugie danko... Wtedy to można byłoby pożyć.
3. Marzenie o „Ciele Bogini”
Kiedyś: Mieć figurę jak Britney Spears w teledysku „Toxic” (co z resztą nie było zbyt trudne).
Dziś: Zjeść pizzę po 20:00 i nie mieć po niej zgagi do wtorku, ani żadnych dodatkowych kilogramów. I żeby to serum pod oczy, które kosztowało tyle, co małe auto, faktycznie sprawiło, że rano nie wyglądam jak niewyspany mops. Do tego jędrne ciało bez celluitu, gęste włosy i efekt botoksu na czole (bez botoksu oczywiście).
4. Marzenie o „Cudzie Posłuszeństwa” (bez echa „Zaraz!”)
Ten punkt brzmi jak fabuła filmu sci-fi, ale zajmuje wysokie miejsce na mojej liście życzeń: marzę o tym, żeby moje dzieci mnie słuchały. Tak po prostu. Za pierwszym razem. Wizja jest piękna: rzucam hasło „posprzątajcie w pokoju” albo „czas na kąpiel”, a w odpowiedzi nie słyszę legendarnego, przeciągłego „zaaaaaraaaaaz!”, które w języku dzieci oznacza - „może za trzy lata, a może nigdy”. Marzę o świecie, w którym moje prośby nie odbijają się od nich jak od ściany i, w którym nie muszę powtarzać tego samego osiemnaście razy, powoli przechodząc w tryb syreny alarmowej. Usłyszeć „dobrze, mamo” zamiast „teraz nie mogę” – to by był prawdziwy luksus.
5. Marzenie o „Wielkiej Ucieczce”
Kiedyś: Weekend w Paryżu z ukochanym.
Dziś: Godzina w wannie. Sama. Z zamkniętymi drzwiami. Bez nikogo pytającego: „Mamo, a gdzie są moje lewe skarpetki?”. Cisza jest nowym luksusem, a my jesteśmy jej największymi kolekcjonerkami. Wyjazd? Jak najbardziej, nawet na drugi koniec miasta, ale sama z puszczoną na full muzyką typu: "coco jombo", "barbie girl", czy "captain jack". Góry, morze byleby w miejscach, gdzie nie ma tłumów, a najlepiej to bezludna wyspa raz w miesiącu chociażby na 1 dobę.
6. Marzenie o „Mądrości Życiowej”
W wieku 40 lat marzymy wreszcie o tym, żeby... przestać się przejmować. Tym, co powie sąsiadka, że na siłowni nie wyglądamy jak z Instagrama, i że nie wszystkie okna są umyte na błysk. Naszym największym marzeniem (i supermocą!) staje się święty spokój i prawo do bycia sobą – w dresie, z kawą, która w końcu jest ciepła. Nie przejmujemy się, że komuś coś nie pasuje w naszym wyglądzie, czy zachowaniu. Mamy same czuć się ze sobą dobrze, bo to MY jesteśmy najważniejsze!
7. Marzenie o „Własnym Kawałku Nieba” (z grillem w tle)
Kiedyś: apartament w centrum metropolii, skąd wszędzie jest blisko. Dziś: Dajcie mi mały domek. Nie musi być pałacem – ważne, żeby miał ten jeden, strategiczny punkt: nieduży ogródek.
Moja wizja? Jest 6:00 rano, świat dopiero przeciera oczy, a ja stoję na tarasie z kubkiem parującej kawy. Wschód słońca, cisza, której nie przerywa sąsiad remontujący łazienkę za ścianą, i zapach rosy. A wieczorem? Wieczorem wjeżdża on – król ogrodu, Pan Grill. Marzę o tym, żeby wrzucić na ruszt co dusza zapragnie i patrzeć, jak dymek leniwie ulatuje w stronę nieba, podczas gdy ja w wygodnych dresach celebruję fakt, że nic nie muszę. Własna trawa pod stopami to nowy synonim wolności.
Drogie dziewczyny z rocznika ’84! Nasze marzenia stały się bardziej... jakościowe. Zamiast zdobywać wszystkie szczyty świata, uczymy się wybierać te, z których jest najlepszy widok i na które wchodzi się w wygodnych butach.
A Wy? O czym marzycie siadając wieczorem w fotelu? Piszcie w komentarzach!
Dodaj komentarz
Komentarze